Prolog
Anglia, 17 sierpnia 1964 r.
Ojciec od dawna planował ten
wyjazd. Uważał, że zmiana klimatu dobrze wyjdzie córce na zdrowiu. Kenia była
ponoć magicznym miejscem. Tak opowiadali mu znajomi. Jego córka- Magie, uważała
jednak inaczej. Wolała zostać w domu, chodzić na popołudniowe podwieczorki do
koleżanek. Jednak, jak ojciec się na coś uprze, to musiało się stać. Wysiadając
z samolotu czuli jak ciepłe powietrze uderza ich w twarz. Wylądowali w Nairobi
– stolicy Kenii. Wioska, w której mieli mieszkać przez parę dni, znajdowała się
na skraju Nairobi. Musieli przejechać pięćdziesiąt kilometrów. Wsiedli do
małego samochodu, który został sprowadzony specjalnie dla nich. Po niespełna czterdziestu
minutach znaleźli się w wiosce, która na początku wydawała się opustoszała.
Jednak szybko można było się przekonać, że to nie prawda. Kiedy tylko
czarnoskórzy zobaczyli przez okna swoich chatek, samochód od razu wybiegli
przed dom, aby go zobaczyć. Jednakże kiedy zobaczyli białych ludzi, natychmiast
zniknęli. Mieli do nich urazę. Nie sposób, aby nie mieli. Magie razem z ojcem
wysiadła z samochodu i chwilę rozglądała się po chatkach. Nic ciekawego,
pomyślała.
Przez następne dwa dni, nie
robiła nic szczególnego. Chodziła nad wodę i czasem popływała. Widziała dużo
dzieci, ale żadne z nią nie chciało rozmawiać. Wszystko to wydawało jej się
zbyt trudne do zrozumienia.
Rozdział I
Kenia, 19 sierpnia 1964 r.
Magie przyjeżdżając do Kenii
miała zamiar cały dzień leniuchować, jak to się robi na wakacjach. Jednak
ojciec zapewnił jej rozrywkę – miała uczyć się o tutejszej kulturze. Nie miała
zamiaru spędzić całego dnia nad stertą papierów. W końcu to miały być wakacje.
Pobiegła na dużą polanę, gdzie często bawiły się murzyńskie dzieci. Najstarsze
miało około siedmiu, a może nawet ośmiu lat. Kiedy dzieci ją dojrzały,
natychmiast pobiegły do chatek. Zostawiły zabawki. Jeśli to w ogóle można było
nazwać zabawkami. Szmaciane lalki, misie, a nawet okręty zrobione z patyków. Magie przykucnęła i delikatnie dotknęła jednej
z zabawek. Wzięła ją do ręki i chwilę patrzyła. Zabawka miała narysowane węglem
oczy. Uśmiech był krzywy, na pewno został narysowany kawałkiem gliny. Usiadła
na trawie i wpatrywał się w szmatki. Nagle usłyszała jak coś trzasnęło. Odwróciła
się szybko i ujrzała wysoką dziewczynę. Mogła mieć piętnaście lat. Jej skóra
była brązowa, ale nie tak bardzo jak innych dzieci. Była raczej mulatką. Jej
włosy były długie i kręcone. W rękach trzymała drewniane wiaderko. Lewą nogą
stała na patyku. Pewnie to trzasnęło. Patrzyła się na Magie.
-Cześć. – powiedziała
nieznajoma.
-Witaj. –odparła zdumiona
Magie.
Czarnoskóra przechyliła głowę
i po krótkiej chwili odparła.
-Pierwszy raz widzę białą
dziewczynę.
-Naprawdę? Jest nas wiele więcej. – powiedziała
dziewczyna.
-Wiem. Wiem o tym, że są ludzie, którzy mają brązową,
białą, żółtą i czerwoną skórę. Opowiadał mi o tym szaman. –wyjaśniła.
-Szaman? A kto to taki?- dopytywała Magie.
-Najstarsza osoba w wiosce, albo plemieniu. Wie wszystko.
My tutaj nie mamy dostępu do nauki. Taki człowiek uczy nas chociażby
podstawowych czynności.
Margaret skinęła głową z uznaniem. Cały ten czas trzymała
w ręku szmacianą zabawkę. Tamta dziewczyna zauważyła to, ale nie powiedziała
nic.
-Ja mam mnóstwo zabawek. O wiele więcej, niż wszystkie
zabawki wszystkich dzieci w wiosce. One nie mają się czym bawić. Ich
dzieciństwo jest im odebrane.-oznajmiła Magie.
-To prawda. Ja na swoje trzecie urodziny dostałam lalkę
ze szmatek. Do dziś jest to moja jedyna zabawka.-powiedziała czarnoskóra.
Magie nic nie powiedziała. Smutnie tylko pokiwała głową.
-Szkoda. Mogłabyś mieszkać we Francji. Jesteś wysoka.
Była byś modelką samej Coco Chanel!
-Zawsze chciałam wyjechać stąd. Miałabym lepsze życie
gdzie indziej. Ale powiem ci coś. Jeżeli ktoś spełnia wszystkie nasze marzenie,
kolejne stają się tylko kaprysami. Najpiękniejsze są marzenia niezrealizowane,
bo tylko one nadają życiu sens.
Odeszła, zostawiając dziewczynę z własnymi myślami. Magie
została na polanie sama. Przypomniała sobie, że na ramieniu nosi torebkę, a w
niej swoją ulubioną zabawkę. Zdjęła torbę i zajrzała do środka. Wyjęła
zawartość, między innymi pluszowego misia. Miał duże oczy, które zdawały się
mówić „Nie chcesz mnie już?”. Dziewczyna położyła zabawkę na ziemi, odwróciła
się i odeszła. Ukradkiem zajrzała przez ramie i dostrzegła jak młodsze dzieci
chwytają zabawkę i bawią się nią. Spokojnie, bez żadnego rozszarpywania, czy
brudzenia jej. Nie spostrzegła, jak jedna łza, spływa jej po policzku.
Następnego dnia Magie wybrała
się na spacer, chciała od tego wszystkiego odpocząć. Nim się spostrzegła doszła
do plaży, którą dzieliła rzeka. Przysiadła na piasku i rozmyślając o tym
wszystkim zamknęła oczy. Z głębokich przemyśleń wyrwał ją cichy brzdęk.
Otworzyła oczy i ujrzała czarnoskórą dziewczynę. Tą samą, którą spotkała wczoraj.
Dzisiaj włosy miała związane. Miała na sobie zwykłą lnianą sukienkę w
odcieniu jasnego beżu. Magie wpatrywała
się w nią jeszcze przez chwilę, po czym odparła.
-Cześć. Śledzisz mnie?
Czarnoskóra uśmiechnęła się
lekko i powiedziała.
-Nie, przechodziłam tędy. Nie
przedstawiłam się wczoraj. Jestem Tanya.
Wyciągnęła rękę w stronę
Magie. Ta natomiast wstała i uścisnęła ją. Następnie obie usiadły na piasku.
-Ładnie. Ja jestem Margaret.
Jednakże wszyscy mówią do mnie Magie. Niekiedy Meg.- odparła.
-Ciekawie. Jesteś Angielką?-
zapytała Tanya
-Tak, to znaczy nie. W pewnym
sensie. Mój ojciec długo, przed moimi narodzinami, wyemigrował z rodziną do
Anglii z Polski. Tam poznał mamę i ją poślubił. Potem urodziłam się ja. Nigdy
nie byłam w Polsce, ale ponoć to kraj komunistyczny. Nie chce tam jechać.-
wyjaśniła Meg.
Przez chwilę siedziały w
ciszy. Słuchać było tylko ciche pluskanie wody. Tanya zamknęła oczy i pozwoliła
by słońce ją nagrzało. Magie patrzyła na nią i w końcu zrobiła to samo. Tanya,
kątem oka zobaczyła, że Magie powtarza jej czynności. Uśmiechnęła się lekko i
odezwała się.
-Masz jakieś palny na
przyszłość? Kim chciałabyś zostać?
Magie otworzyła oczy i
spochmurniała. Patrzyła się na czarnoskórą i odparła.
-Ojciec chce, abym została
dyplomatką. Abym miała stałą prace i nigdy się o nic nie martwiła, abym wiodła
szczęśliwe i beztroskie życie. Ja natomiast bardzo bym chciała podróżować po
świecie. Zwiedzać, poznawać nowych ludzi, poznawać ich kulturę. Potem
napisałabym o tym książkę. Tata uważa, że nie jest to dobry sposób na
zarabianie pieniędzy. Uważa, że nie jestem dobra pisarką i prędzej bym nie
wytrzymała presji, niż wydała coś. Już od najmłodszych lat zabierał mnie na
posiedzenia senatu. Ja jednak zawsze mu się wyrywałam i biegałam po całym
budynku. Krzycząc i śmiejąc się z tych przemądrzałych ludzi. Chce ze mnie
zrobić kogoś, kim nie jestem.
Tanya przytaknęła głową.
-Niezależnie od oczekiwań
innych powinniśmy zawsze być sobą i pozostać sobie wiernym. Pomyśl o tym. Wstała
i zniknęła za drzewami.