piątek, 2 listopada 2012

Witam ! Blog ostał poświęcony mojej pasji, a mianowicie pisaniu. Pojawiać się tutaj będą moje twórcze xD opowiadania. To napisałam na Religię, i dostałam sześć, skromnie się chwaląc. EE.... Mam dwanascie lat, więc... ;D No troche są te opki monotonne :D




Prolog
Anglia, 17 sierpnia 1964 r.

Ojciec od dawna planował ten wyjazd. Uważał, że zmiana klimatu dobrze wyjdzie córce na zdrowiu. Kenia była ponoć magicznym miejscem. Tak opowiadali mu znajomi. Jego córka- Magie, uważała jednak inaczej. Wolała zostać w domu, chodzić na popołudniowe podwieczorki do koleżanek. Jednak, jak ojciec się na coś uprze, to musiało się stać. Wysiadając z samolotu czuli jak ciepłe powietrze uderza ich w twarz. Wylądowali w Nairobi – stolicy Kenii. Wioska, w której mieli mieszkać przez parę dni, znajdowała się na skraju Nairobi. Musieli przejechać pięćdziesiąt kilometrów. Wsiedli do małego samochodu, który został sprowadzony specjalnie dla nich. Po niespełna czterdziestu minutach znaleźli się w wiosce, która na początku wydawała się opustoszała. Jednak szybko można było się przekonać, że to nie prawda. Kiedy tylko czarnoskórzy zobaczyli przez okna swoich chatek, samochód od razu wybiegli przed dom, aby go zobaczyć. Jednakże kiedy zobaczyli białych ludzi, natychmiast zniknęli. Mieli do nich urazę. Nie sposób, aby nie mieli. Magie razem z ojcem wysiadła z samochodu i chwilę rozglądała się po chatkach. Nic ciekawego, pomyślała.
Przez następne dwa dni, nie robiła nic szczególnego. Chodziła nad wodę i czasem popływała. Widziała dużo dzieci, ale żadne z nią nie chciało rozmawiać. Wszystko to wydawało jej się zbyt trudne do zrozumienia.

Rozdział I
Kenia, 19 sierpnia 1964 r.

Magie przyjeżdżając do Kenii miała zamiar cały dzień leniuchować, jak to się robi na wakacjach. Jednak ojciec zapewnił jej rozrywkę – miała uczyć się o tutejszej kulturze. Nie miała zamiaru spędzić całego dnia nad stertą papierów. W końcu to miały być wakacje. Pobiegła na dużą polanę, gdzie często bawiły się murzyńskie dzieci. Najstarsze miało około siedmiu, a może nawet ośmiu lat. Kiedy dzieci ją dojrzały, natychmiast pobiegły do chatek. Zostawiły zabawki. Jeśli to w ogóle można było nazwać zabawkami. Szmaciane lalki, misie, a nawet okręty zrobione z patyków.  Magie przykucnęła i delikatnie dotknęła jednej z zabawek. Wzięła ją do ręki i chwilę patrzyła. Zabawka miała narysowane węglem oczy. Uśmiech był krzywy, na pewno został narysowany kawałkiem gliny. Usiadła na trawie i wpatrywał się w szmatki. Nagle usłyszała jak coś trzasnęło. Odwróciła się szybko i ujrzała wysoką dziewczynę. Mogła mieć piętnaście lat. Jej skóra była brązowa, ale nie tak bardzo jak innych dzieci. Była raczej mulatką. Jej włosy były długie i kręcone. W rękach trzymała drewniane wiaderko. Lewą nogą stała na patyku. Pewnie to trzasnęło. Patrzyła się na Magie.
-Cześć. – powiedziała nieznajoma.
-Witaj. –odparła zdumiona Magie.
Czarnoskóra przechyliła głowę i po krótkiej chwili odparła.
-Pierwszy raz widzę białą dziewczynę.
-Naprawdę? Jest nas wiele więcej. – powiedziała dziewczyna.
-Wiem. Wiem o tym, że są ludzie, którzy mają brązową, białą, żółtą i czerwoną skórę. Opowiadał mi o tym szaman. –wyjaśniła.
-Szaman? A kto to taki?- dopytywała Magie.
-Najstarsza osoba w wiosce, albo plemieniu. Wie wszystko. My tutaj nie mamy dostępu do nauki. Taki człowiek uczy nas chociażby podstawowych czynności.
Margaret skinęła głową z uznaniem. Cały ten czas trzymała w ręku szmacianą zabawkę. Tamta dziewczyna zauważyła to, ale nie powiedziała nic.
-Ja mam mnóstwo zabawek. O wiele więcej, niż wszystkie zabawki wszystkich dzieci w wiosce. One nie mają się czym bawić. Ich dzieciństwo jest im odebrane.-oznajmiła Magie.
-To prawda. Ja na swoje trzecie urodziny dostałam lalkę ze szmatek. Do dziś jest to moja jedyna zabawka.-powiedziała czarnoskóra.
Magie nic nie powiedziała. Smutnie tylko pokiwała głową.
-Szkoda. Mogłabyś mieszkać we Francji. Jesteś wysoka. Była byś modelką samej Coco Chanel!
-Zawsze chciałam wyjechać stąd. Miałabym lepsze życie gdzie indziej. Ale powiem ci coś. Jeżeli ktoś spełnia wszystkie nasze marzenie, kolejne stają się tylko kaprysami. Najpiękniejsze są marzenia niezrealizowane, bo tylko one nadają życiu sens.
Odeszła, zostawiając dziewczynę z własnymi myślami. Magie została na polanie sama. Przypomniała sobie, że na ramieniu nosi torebkę, a w niej swoją ulubioną zabawkę. Zdjęła torbę i zajrzała do środka. Wyjęła zawartość, między innymi pluszowego misia. Miał duże oczy, które zdawały się mówić „Nie chcesz mnie już?”. Dziewczyna położyła zabawkę na ziemi, odwróciła się i odeszła. Ukradkiem zajrzała przez ramie i dostrzegła jak młodsze dzieci chwytają zabawkę i bawią się nią. Spokojnie, bez żadnego rozszarpywania, czy brudzenia jej. Nie spostrzegła, jak jedna łza, spływa jej po policzku.
Następnego dnia Magie wybrała się na spacer, chciała od tego wszystkiego odpocząć. Nim się spostrzegła doszła do plaży, którą dzieliła rzeka. Przysiadła na piasku i rozmyślając o tym wszystkim zamknęła oczy. Z głębokich przemyśleń wyrwał ją cichy brzdęk. Otworzyła oczy i ujrzała czarnoskórą dziewczynę. Tą samą, którą spotkała wczoraj. Dzisiaj włosy miała związane. Miała na sobie zwykłą lnianą sukienkę w odcieniu  jasnego beżu. Magie wpatrywała się w nią jeszcze przez chwilę, po czym odparła.
-Cześć. Śledzisz mnie?
Czarnoskóra uśmiechnęła się lekko i powiedziała.
-Nie, przechodziłam tędy. Nie przedstawiłam się wczoraj. Jestem Tanya.
Wyciągnęła rękę w stronę Magie. Ta natomiast wstała i uścisnęła ją. Następnie obie usiadły na piasku.
-Ładnie. Ja jestem Margaret. Jednakże wszyscy mówią do mnie Magie. Niekiedy Meg.- odparła.
-Ciekawie. Jesteś Angielką?- zapytała Tanya
-Tak, to znaczy nie. W pewnym sensie. Mój ojciec długo, przed moimi narodzinami, wyemigrował z rodziną do Anglii z Polski. Tam poznał mamę i ją poślubił. Potem urodziłam się ja. Nigdy nie byłam w Polsce, ale ponoć to kraj komunistyczny. Nie chce tam jechać.- wyjaśniła Meg.
Przez chwilę siedziały w ciszy. Słuchać było tylko ciche pluskanie wody. Tanya zamknęła oczy i pozwoliła by słońce ją nagrzało. Magie patrzyła na nią i w końcu zrobiła to samo. Tanya, kątem oka zobaczyła, że Magie powtarza jej czynności. Uśmiechnęła się lekko i odezwała się.
-Masz jakieś palny na przyszłość? Kim chciałabyś zostać?
Magie otworzyła oczy i spochmurniała. Patrzyła się na czarnoskórą i odparła.
-Ojciec chce, abym została dyplomatką. Abym miała stałą prace i nigdy się o nic nie martwiła, abym wiodła szczęśliwe i beztroskie życie. Ja natomiast bardzo bym chciała podróżować po świecie. Zwiedzać, poznawać nowych ludzi, poznawać ich kulturę. Potem napisałabym o tym książkę. Tata uważa, że nie jest to dobry sposób na zarabianie pieniędzy. Uważa, że nie jestem dobra pisarką i prędzej bym nie wytrzymała presji, niż wydała coś. Już od najmłodszych lat zabierał mnie na posiedzenia senatu. Ja jednak zawsze mu się wyrywałam i biegałam po całym budynku. Krzycząc i śmiejąc się z tych przemądrzałych ludzi. Chce ze mnie zrobić kogoś, kim nie jestem.
Tanya przytaknęła głową.
-Niezależnie od oczekiwań innych powinniśmy zawsze być sobą i pozostać sobie wiernym. Pomyśl o tym. Wstała i zniknęła za drzewami.